Wprowadzony w imię ochrony środowiska, Europejski System Handlu Emisjami (ETS) stał się mechanizmem spekulacji i pogarszania warunków pracy w krajach UE. Na handlu emisjami korzystają potężne instytucje finansowe i międzynarodowe korporacje, a tracą górnicy, rolnicy i ogół mieszkańców Polski i Europy. System narzucił ogromne koszty produkcji w Polsce i innych krajach UE, a zwolnił z tych kosztów „śladu węglowego” import spoza Unii. W efekcie, stał się też mechanizmem przenoszenia produkcji do krajów poza UE, które tną koszty ignorując prawa pracownicze i normy środowiskowe. ETS faworyzuje biznes w krajach, gdzie protesty są łamane pałką, a za strajki idzie się do więzienia. W Polsce ten system promujący import zrobił z portu przeładunkowego w Gdańsku jedną z największych “kopalni” węgla.
Niemal połowa importu węgla do Polski pochodzi dziś z Kazachstanu, gdzie większość kopalni kontrolują już prywatne koncerny. Stężenie metanu w surowcu jest tam dwu-, a nawet trzykrotnie wyższe niż w polskim węglu, rekordowe wycieki są tuszowane przez tamtejsze elity, a odzysku energii z metanu w zasadzie się nie praktykuje (w Polsce do 70 procent metanu przetwarza się na energię elektryczną i cieplną, w czym nasz kraj jest europejskim liderem). Do zbuntowanych robotników w Kazachstanie policja strzela z ostrej amunicji. W dodatku, władze UE zniosły w 2025 roku sankcje na import kazachskiego węgla przez rosyjskie porty. W efekcie, w imię transformacji energetycznej, UE zasila machinę wojenną Rosji i rozwija jej gospodarkę. Wobec braku realnej weryfikacji pochodzenia węgla w rosyjskich portach, nie da się też wykluczyć, że Unia importuje surowiec bezpośrednio z Rosji i terenów okupowanych.
Wskutek “zielonej transformacji” UE promującej outsourcing, korporacje w Kazachstanie ogłosiły wzrost wydobycia o ponad 10 procent w 2026 roku. Tymczasem w Polsce, gdzie sektor górniczy jest wysoce uzwiązkowiony, a więc normy środowiskowe i prawa pracownicze są znacznie bardziej przestrzegane, w tym roku zaplanowano redukcję zatrudnienia w górnictwie węglowym ze 102 tysięcy osób do około 60 tysięcy. Liczba ta spadła już do 72 tysięcy w maju 2026 r.).
Poprzez przenoszenie produkcji, system ETS podważył to, co w Polsce przez dekady wywalczyli sami pracownicy i niezależne związki zawodowe. To właśnie ludzie pracujący w branży przemysłu i wydobywczej – hutnicy czy górnicy – od zawsze są szczególnie narażeni na czynniki szkodliwe. W ciągu ostatnich dekad, ponad 200 górników w Polsce zginęło w wyniku wybuchów i zapaleń metanu. Walcząc o swoje zdrowie i życie, to ci pracownicy wymusili przestrzeganie norm ochrony środowiska jeszcze w PRL.
To niedopuszczalna manipulacja, gdy obrońcy ETS i środowiska mieniące się w Polsce jako progresywne, traktują walkę pracowników w Polsce o dobre warunki pracy i przeciwko przenoszeniu przemysłu do krajów gdzie panuje zamordyzm, jak walkę “zacofanych ludzi” z “nieuchronnym rozwojem”. W praktyce, to ślepa wiara w dobrodziejstwo spekulacji emisjami doprowadza do głębokiego regresu w długiej historii walki samych pracowników o ochronę swojego zdrowia i środowiska.
Dopiero dziś, w 2026 roku, elity UE pod naciskiem związków zawodowych próbują narzucić na import towarów wysokoemisyjnych równe zasady handlu emisjami (tzw. mechanizm CBAM). Nie można się dziwić brakowi wiary w realne skutki nowych zmian. Oparcie ochrony środowiska na spekulacji finansowej, a nie na realnej kontroli pracowniczej i społecznej, z zasady uderza w zwykłych ludzi i przynosi zyski międzynarodowym korporacjom.
Dlatego popieramy postulat związków zawodowych sektora przemysłu o zniesieniu Europejskiego Systemu Handlu Emisjami (ETS). Nie ma ochrony środowiska bez ochrony zdrowia i dobrobytu pracowników.
Pamiętajmy jednak z historii transformacji w Polsce po 1989 roku, że nie wystarczy samo zniesienie systemu ETS, żeby zatrzymać przenoszenie produkcji do tańszych krajów bez praw pracowniczych i norm ochrony środowiska. Terapia szokowa Balcerowicza oznaczała intensywną likwidację zakładów pracy w przemyśle, gdzie pracownicy mieli większą kontrolę nad warunkami pracy. Nasz kraj nadal niszczą politycy, którzy promują deregulację, prywatyzację i niszczenie związków zawodowych, czy wolny handel z krajami pozbawionymi norm środowiskowych. Taki dziki kapitalizm skutkuje pogarszaniem warunków pracy, standardów ochrony środowiska, czy jakości spożywczych artykułów.
Nie potrzebujemy więcej spekulacji, outsourcingu i kolejnych eksperckich, elitarnych programów pozbawionych kontroli społecznej. Ludziom pracy potrzebne są takie rozwiązania, które skupią się na poprawie ich bytu. Zamiast spekulacji i outsourcingu w imię ekologii, potrzebujemy żeby milionerzy podzielili się zyskami, które im wytwarzamy: świata nie uratuje ETS ale większa stabilność zatrudnienia, skrócenie czasu pracy i zmniejszenie zabójczego tempa pracy. Tego programu nie wdrożą unijne elity, tylko niezależny ruch pracowniczy.
Solidarność z górnikami ze Śląska i Lubelszczyzny walczącymi 20 maja o godne miejsca pracy.
Komisja krajowa Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Inicjatywa Pracownicza